Następnego dnia, obudziłam się ale w moim pokoju nie było już przyjaciółki. Wieczorem ledwo
zamieniłam z nią kilka słów, a dzisiaj już jej nie ma.
Nie było okazji aby powiedzieć jej o wczorajszych wydarzeniach.
Była godzina 10:00, w domu znowu nie było moich rodziców. Tym razem wybrali się na wizytę w spa. Szybko się ogarnęłam i zeszłam na dół.
W jadalni na stole zobaczyłam małą karteczkę, na której Rodrigo pisał, że jest w ogrodzie.
Nie wahając się ani chwili dłużej, ubrałam stare trampki i wybiegłam za dom. Nie ukrywam tego, że na początku nie mogłam odnaleźć się w ogrodzie. Przy żywopłocie był ogromny basen, a wzdłuż ścieżek małe, zadbane drzewka. Nie wiedziałam ile zarabiają właściciele, ale utrzymać taki ogród z pewnością nie było łatwo.
Nagle ktoś zasłonił mi oczy i dał buziaka w policzek. Odwróciłam się i z uśmiechem przywitałam się z młodym Hiszpanem.
- Wyglądasz pięknie, ale to chyba żadna nowość. - powiedział.
- Nie przesadzaj, gdzie wszyscy? - zapytałam.
- Wiem tylko tyle, że nasz Leon zabrał Kingę na jakiś rejs czy coś.
- Leoś romantyk, powiadasz? - nie wiem czemu, gdy to powiedziałam
od razu pomyślałam o Leo Messim. - A my co dziś będziemy robić?
- Muszę podlać te wszystkie rośliny, ale jak chcesz gdzieś iść, to nie ma problemu, później do Ciebie dołączę.
- Żartujesz sobie? Przecież mogę ci pomóc. - powiedziałam i poszłam
w kierunku studni, gdzie podłączony był wąż ogrodowy.
- Skarb, nie dziewczyna. - mruczał po cichu Rodrigo.
- Mówiłeś coś? - krzyknęłam i za chwilę ochlapałam go wodą.
- Tak, że Cię nienawidzę! - podbiegł, wziął mnie na ręce i wskoczył ze mną do basenu!
Po dwugodzinnym podlewaniu ogrodu, postanowiliśmy jeszcze trochę popływać w basenie.
Nagle na balkonie pojawiła się Kinga, która zaczęła klaskać i krzyczeć "gorzko".
Jednak na to było jeszcze za wcześnie! Speszona wyszłam z basenu i pobiegłam na górę, do pokoju.
Okrzyczałam przyjaciółkę i chwilę później dostałam smsa:
Wyjdziemy gdzieś wieczorem? Wszystko zorganizuje, ale musisz dać mi wcześniej znać.
Z uśmiechem popatrzyłam na koleżankę i zaproponowałam wspólne zakupy. Przecież nie miałam się w co ubrać, a z tego co napisał Rodrigo pójdziemy na jakąś kolacje i spacer.
Stwierdziłam, że następny dzień pędzę tylko z przyjaciółką i wszystko dokładnie jej opowiem.
Nic nie wyjaśniając poszłyśmy na zakupy, które trwały kilka dobrych godzin.
W biegu weszłyśmy do domu i od razu pobiegłyśmy do łazienki na naszym piętrze.
Do randki pozostały tylko dwie godziny, a ja nie byłam gotowa nawet w 10%.
Nie wiem co zrobiłabym bez Kingi! Zaproponowała, abym spięła włosy, ponieważ będę wyglądała inaczej niż zwykle i to podkreśli moje kobiece kształty. No cóż, nie miałam nawet czasu protestować.
Pół godziny przed czasem dostałam telefon, że mam czekać na Rodrigo w parku, który znajdował się w pobliżu posiadłości jego wujków.
Sukienka na mnie leżała całkiem w porządku i miałam nadzieję, że mojemu piłkarzowi się spodoba.
Do tego ubrałam moje ulubione czarne szpilki. Nie brałam żadnego żakietu, ponieważ lato było gorące, a chłodna bryza jeszcze nikomu nie zaszkodziła. Miałam nadzieję, że zrobię dobre wrażenie.
Przed wyjściem dostałam kopniaka na szczęście od mojej współlokatorki i wyszłam.
***
Kiedy doszłam na miejsce, Rodrigo już na mnie czekał. Był ubrany w czarne rurki i biały t-shirt bez żadnych nadruków, więc idealnie do siebie pasowaliśmy.
Prawił mi mnóstwo komplementów i powiedział, że po kolacji zabierze mnie w wyjątkowe miejsce i postara się abym tą chwilę zapamiętała do końca życia. Zapowiadało się ciekawie.
W ostatniej chwili zrezygnowaliśmy z restauracji i poszliśmy do pizzerii. Nie oszukujmy się, w restauracjach przeważnie panuje sztywna atmosfera, a my chcieliśmy tylko dobrze zjeść i dobrze się bawić.
Tuż przed 22:00 zadzwonił do mnie tatuś! Lepiej trafić nie mógł, ale te informacje były całkiem dobre.
Powiedział, że wrócą jutro około 14:00, czyli mogłam spędzić cały wieczór tylko z nim!
Ucieszona wstałam z miejsca, wzięłam telefon do ręki i dałam znak Rodrigo, że wychodzimy.
Na wiadomość, że spędzimy razem aż tyle czasu powiedział, że nie musimy się śpieszyć i wolnym spacerkiem ruszyliśmy przed siebie. Ścieżka, którą szliśmy była wyjątkowo kręta.
W końcu było zejście na piasek, ale nigdy wcześniej nie miałam okazji być w tej części plaży.
Z daleka widać było ognisko, a koło niego duży koc, butelka i dwa kieliszki.
Popatrzyłam ze zdumieniem na Rodrigo i zapytałam czy to jego robota.
Odpowiedź była prosta; "Dla Ciebie wszystko".
Siedzieliśmy wtuleni w siebie na plaży do godziny 3 w nocy. Ognisko się paliło, więc nie było nam zimno. Rozmawialiśmy i planowaliśmy naszą przyszłość w Hiszpanii. Z tym chłopakiem czas mijał mi wyjątkowo szybko.
Co okazało się później, to nie był koniec niespodzianek!
W pewnej chwili wstał i wyciągnął z kieszeni pudełeczko dość znanej firmy.
Zanim usiadł zapytałam przerażonym głosem:
- Ale nie będziesz mi się oświadczał, prawda?!
- Nie, nie. Tzn, będę, ale nie dzisiaj. Wybiorę jakiś dobry mecz na Camp Nou i może wtedy. - zaśmiał się i
usiadł koło mnie i nagle stał się poważny jak nigdy.
Zaczął coś kręcić, że jestem dla niego wszystkim, że jeżeli teraz bym go olała nie wytrzymałby tego.
W końcu wziął głęboki oddech i powiedział, że to dla mnie...
Otworzyłam pudełeczko, a w nim zobaczyłam cieniutką srebrną bransoletkę z serduszkiem na środku.
Była prześliczna, ale ja najpierw spojrzałam na metkę, była z białego złota.
Wydał na mnie fortunę. Nie mogę tego przyjąć. - powiedziałam i oddałam mu pudełeczko.
Popatrzył na mnie zdziwionym wzrokiem, nie wiedział o co mi chodzi.
Prezent był cudowny, delikatny, idealny. Taki w sam raz.
Zbliżył się do mnie, chwycił za rękę, zapiął bransoletkę na lewej ręce i delikatnie pocałował.
Tym razem nie był to obojętny buziak w policzek na przywitanie.
W tym momencie zapomniałam wszystkim, poczułam się bezpiecznie.
Wiedziałam, że to jest coś więcej niż zwykła wakacyjna przygoda...
I addicted to you
"Jestem uzależniona od ciebie"





