piątek, 3 stycznia 2014

Rozdział III

Następnego dnia, obudziłam się ale w moim pokoju nie było już przyjaciółki. Wieczorem ledwo
zamieniłam z nią kilka słów, a dzisiaj już jej nie ma. 
Nie było okazji aby powiedzieć jej o wczorajszych wydarzeniach. 
Była godzina 10:00, w domu znowu nie było moich rodziców. Tym razem wybrali się na wizytę w spa. Szybko się ogarnęłam i zeszłam na dół. 
W jadalni na stole zobaczyłam małą karteczkę, na której Rodrigo pisał, że jest w ogrodzie.
Nie wahając się ani chwili dłużej, ubrałam stare trampki i wybiegłam za dom. Nie ukrywam tego, że na początku nie mogłam odnaleźć się w ogrodzie. Przy żywopłocie był ogromny basen, a wzdłuż ścieżek małe, zadbane drzewka. Nie wiedziałam ile zarabiają właściciele, ale utrzymać taki ogród z pewnością nie było łatwo. 

Nagle ktoś zasłonił mi oczy i dał buziaka w policzek. Odwróciłam się i z uśmiechem przywitałam się z młodym Hiszpanem. 


- Wyglądasz pięknie, ale to chyba żadna nowość. - powiedział.

- Nie przesadzaj, gdzie wszyscy? - zapytałam.

- Wiem tylko tyle, że nasz Leon zabrał Kingę na jakiś rejs czy coś.

- Leoś romantyk, powiadasz? - nie wiem czemu, gdy to powiedziałam 
od razu pomyślałam o Leo Messim. - A my co dziś będziemy robić? 

- Muszę podlać te wszystkie rośliny, ale jak chcesz gdzieś iść, to nie ma problemu, później do Ciebie dołączę. 

- Żartujesz sobie? Przecież mogę ci pomóc. - powiedziałam i poszłam
w kierunku studni, gdzie podłączony był wąż ogrodowy.

- Skarb, nie dziewczyna. - mruczał po cichu Rodrigo.

- Mówiłeś coś? - krzyknęłam i za chwilę ochlapałam go wodą.

- Tak, że Cię nienawidzę! - podbiegł, wziął mnie na ręce i wskoczył ze mną do basenu!

Po dwugodzinnym podlewaniu ogrodu, postanowiliśmy jeszcze trochę popływać w basenie. 
Nagle na balkonie pojawiła się Kinga, która zaczęła klaskać i krzyczeć "gorzko". 
Jednak na to było jeszcze za wcześnie! Speszona wyszłam z basenu i pobiegłam na górę, do pokoju.
Okrzyczałam przyjaciółkę i chwilę później dostałam smsa:

Wyjdziemy gdzieś wieczorem? Wszystko zorganizuje, ale musisz dać mi wcześniej znać.

Z uśmiechem popatrzyłam na koleżankę i zaproponowałam wspólne zakupy. Przecież nie miałam się w co ubrać, a z tego co napisał Rodrigo pójdziemy na jakąś kolacje i spacer. 
Stwierdziłam, że następny dzień  pędzę tylko z przyjaciółką i wszystko dokładnie jej opowiem. 

Nic nie wyjaśniając poszłyśmy na zakupy, które trwały kilka dobrych godzin.
W biegu weszłyśmy do domu i od razu pobiegłyśmy do łazienki na naszym piętrze. 
Do randki pozostały tylko dwie godziny, a ja nie byłam gotowa nawet w 10%.

Nie wiem co zrobiłabym bez Kingi! Zaproponowała, abym spięła włosy, ponieważ będę wyglądała inaczej niż zwykle i to podkreśli moje kobiece kształty. No cóż, nie miałam nawet czasu protestować. 

Pół godziny przed czasem dostałam telefon, że mam czekać na Rodrigo w parku, który znajdował się w pobliżu posiadłości jego wujków. 

Sukienka na mnie leżała całkiem w porządku i miałam nadzieję, że mojemu piłkarzowi się spodoba.


Do tego ubrałam moje ulubione czarne szpilki. Nie brałam żadnego żakietu, ponieważ lato było gorące, a chłodna bryza jeszcze nikomu nie zaszkodziła. Miałam nadzieję, że zrobię dobre wrażenie. 
Przed wyjściem dostałam kopniaka na szczęście od mojej współlokatorki i wyszłam.

***
Kiedy doszłam na miejsce, Rodrigo już na mnie czekał. Był ubrany w czarne rurki i biały t-shirt bez żadnych nadruków, więc idealnie do siebie pasowaliśmy. 

Prawił mi mnóstwo komplementów i powiedział, że po kolacji zabierze mnie w wyjątkowe miejsce i postara się abym tą chwilę zapamiętała do końca życia. Zapowiadało się ciekawie. 

W ostatniej chwili zrezygnowaliśmy z restauracji i poszliśmy do pizzerii. Nie oszukujmy się, w restauracjach przeważnie panuje sztywna atmosfera, a my chcieliśmy tylko dobrze zjeść i dobrze się bawić. 

Tuż przed 22:00 zadzwonił do mnie tatuś! Lepiej trafić nie mógł, ale te informacje były całkiem dobre.
Powiedział, że wrócą jutro około 14:00, czyli mogłam spędzić cały wieczór tylko z nim!

Ucieszona wstałam z miejsca, wzięłam telefon do ręki i dałam znak Rodrigo, że wychodzimy.
Na wiadomość, że spędzimy razem aż tyle czasu powiedział, że nie musimy się śpieszyć i wolnym spacerkiem ruszyliśmy przed siebie. Ścieżka, którą szliśmy była wyjątkowo kręta. 
W końcu było zejście na piasek, ale nigdy wcześniej nie miałam okazji być w tej części plaży.
Z daleka widać było ognisko, a koło niego duży koc, butelka i dwa kieliszki.

Popatrzyłam ze zdumieniem na Rodrigo i zapytałam czy to jego robota.

Odpowiedź była prosta; "Dla Ciebie wszystko".


Siedzieliśmy wtuleni w siebie na plaży do godziny 3 w nocy. Ognisko się paliło, więc nie było nam zimno. Rozmawialiśmy i planowaliśmy naszą przyszłość w Hiszpanii. Z tym chłopakiem czas mijał mi wyjątkowo szybko.
Co okazało się później, to nie był koniec niespodzianek! 
W pewnej chwili wstał i wyciągnął z kieszeni pudełeczko dość znanej firmy.
Zanim usiadł zapytałam przerażonym głosem:

- Ale nie będziesz mi się oświadczał, prawda?!

- Nie, nie. Tzn, będę, ale nie dzisiaj. Wybiorę jakiś dobry mecz na Camp Nou i może wtedy. - zaśmiał się i
usiadł koło mnie i nagle stał się poważny jak nigdy. 

Zaczął coś kręcić, że jestem dla niego wszystkim, że jeżeli teraz bym go olała nie wytrzymałby tego.
W końcu wziął głęboki oddech i powiedział, że to dla mnie...

Otworzyłam pudełeczko, a w nim zobaczyłam cieniutką srebrną bransoletkę z serduszkiem na środku.

Była prześliczna, ale ja najpierw spojrzałam na metkę, była z białego złota.
Wydał na mnie fortunę. Nie mogę tego przyjąć. - powiedziałam i oddałam mu pudełeczko.

Popatrzył na mnie zdziwionym wzrokiem, nie wiedział o co mi chodzi.
Prezent był cudowny, delikatny, idealny. Taki w sam raz.


Zbliżył się do mnie, chwycił za rękę, zapiął bransoletkę na lewej ręce i delikatnie pocałował.
Tym razem nie był to obojętny buziak w policzek na przywitanie. 
W tym momencie zapomniałam wszystkim, poczułam się bezpiecznie. 

Wiedziałam, że to jest coś więcej niż zwykła wakacyjna przygoda...


I addicted to you
"Jestem uzależniona od ciebie"




czwartek, 2 stycznia 2014

Rozdział II

Spacer po brzegu plaży był świetnym lekarstwem na odstresowanie. Dzięki temu zapomniałam o wszystkich
problemach, które spotkały mnie w byłej szkoły. Rozmyślałam o przyszłości, myślałam czy kiedyś
spełni się moje marzenie, czy wyjadę do Barcelony, czy poznam któregoś z piłkarzy osobiście, gdy nagle...dostałam w głowę piłką do siatkówki. 
Idealne rozpoczęcie wakacji! - zaśmiałam się i oddałam piłkę plażowym "siatkarzom".

- Czy to go widziałaś? - zapytała przyjaciółka, o której całkowicie zapomniałam.

- Co? Ja? Kogo? Przepraszam, rozmarzyłam się. O którego chodzi?

- Ten wysoki co teraz przyjmuje piłkę, ten w granatowych szortach, widzisz? 

- Ma całkiem niezły kaloryfer, hahaha ciekawe jak ma na imię, weź idź zagadaj! - namawiałam Kingę.

- Czy Ty zwariowałaś? - zapytała.

- No co?! Miłość od pierwszego wejrzenia, hehe.

- Dobra, koniec. Może będzie lepsza okazja żeby go poznać, idziemy? 

Spojrzałam na nią i bez odpowiedzi ruszyłyśmy w kierunku villi, w między czasie wpadłyśmy do pobliskiej pizzerii i zjadłyśmy kolację. Moi rodzice mnie zadziwiali, zero telefonów kontrolnych, zero smsów, zupełnie nic! Czas udowodnić im, że jestem bardziej odpowiedzialna niż im się wydaje!

***
Następnego ranka obudził nas szum fal, nie ukrywam, był to dość przyjemny sposób pobudki. Była godzina 8:30, a my nie mogłyśmy zasnąć. Zebrałyśmy się z łóżek, przebrałyśmy się i poszłyśmy na poranny spacer po okolicy. Jak na miasto w Polsce było przepięknie. Niebiesko-różowe niebo, szum fal, mały ruch na ulicy, żyć nie umierać! 


W samo południe wróciłyśmy do domu. Na stole w jadalni była kartka od właścicieli "Rodrigo / Leo powiadom, proszę gości, że jesteśmy w pracy. Zróbcie jakieś śniadanie, tylko bez wygłupów!"

Popatrzyłam na przyjaciółkę - Czyli mój przystojniaczek to albo Rodrigo albo Leo, Jezu, patrz jak Hiszpańsko! - radośnie powiedziałam.

- Ty się lepiej skup na tym, że ich jest dwóch! Nas też, przypadek? - zapytała.

- Nie sądzę! Hahaha, Ej a może my zrobimy to śniadanie? - zaproponowałam.

- Co umiesz robić?

- Spaghetti robię idealne! 

- Makaron z sosem na śniadanie? Myślisz, że to dobry pomysł? - zapytała i zmierzyła mnie
swoim zabójczym wzrokiem.

- To osoby z wyższej półki, oni tak jedzą. A poza tym, już prawie pora obiadu. - uzasadniłam swój wybór i przekonałam przyjaciółkę. 

- W takim razie, szukamy składników. - oznajmiła i udała się na przegląd szuflad w kuchni.

Po 40 minutach, gdy kończyłam sos, dostałam smsa od taty, że właśnie wchodzą do muzeum morskich zwierząt, czyli kiedy my byłyśmy na spacerze oni wstali, zjedli i poszli zwiedzać...

-Ej, coś mi sie wydaje, że to śniadanie zjemy we czwórkę. - powiedziałam.

- Jak to? Ja, Ty i kto? 

- I my - w drzwiach do kuchni stało dwóch przystojniaków, ten z ogrodu i ten.. który spodobał się Kindze na plaży! Lepiej być nie mogło. 

Przedstawiliśmy się sobie, okazało się, że wysoki brunet, który spacerował po ogrodzie nazywał się Rodrigo Martinez, Leo był jego kuzynem i miał takie samo nazwisko. 
Byli bardzo uprzejmi, ponieważ zaoferowali nam pomoc przy śniadaniu. 
Kinga i Leo nakrywali do stołu, a ja i Rodrigo nakładaliśmy danie na talerze. 


To zwykłe śniadanie, zamieniło się w kilkugodzinne posiedzenie przy stole, kiedy miałam już zamiar zbierać 
naczynia, padło pytanie, którego się spodziewałam.

- Czekaj, czekaj, kto robił to spaghetti? - zapytał Leo.

- A co, nie smakowało Ci? - odpowiedziała mu wrednie Kinga.

- No wręcz przeciwnie, hahaha wyluzuj! 

- Znacie się kilka godzin, a już zachowujecie się jak stare małżeństwo. - Spojrzałam na nich i kontynuowałam. - Ja to zrobiłam, więc ja to posprzątam.

- Jesteś pewna, że to Ty robiłaś? Nie kupiłaś tego w żadnej restauracji i nie przyniosłaś do domu?! - zapytał zdziwiony Rodrigo.

- Hahaha, śmieszny jesteś? No pewnie, że sama. - odpowiedziałam.

- Proszę państwa, znalazłem swoją przyszłą żonę! - powiedział  zadowolony.

Myślałam, że serce mi wyskoczy, on na pewno żartował, w końcu żaden ze mnie kucharz.
Ale cóż stałam jak wryta, a oni nie wiedzieli co się stało, więc to była świetna okazja, aby zmienić temat. 

- A ten, macie jakieś zainteresowania? - zapytał Leo.

- Kto ich nie ma? - odgryzała się Kinga. 

Opowiedziałyśmy im o swoich pasjach, w moim przypadku była to piłka nożna i zamiłowanie do 
FC Barcelony, Leo spojrzał na Rodrigo i powiedział cichym głosem.

- Kinia porywam Cię, idziemy na spacer, zostawmy ich samych. 

- Ale dlaczego? Co się stało? - zapytałam, ale oni bez słowa wyszli. - Możesz mi wyjaśnić to zachowanie? 

- Chodzi o to, że... - jąkał się, wstał z miejsca i podszedł do okna.

- ŻE?! - nie dawałam mu chwili spokoju.

- Powiedziałaś, że kochasz FC Barcelone, Hiszpanie, futbol...

- No tak, bo tak jest, do czego zmierzasz? 

- Nic o mnie jeszcze nie wiesz, ale proszę nie przerywaj mi to pewnie będzie dla Ciebie szok, ale słuchaj uważnie. 

- Słucham. 

- Mam 17 lat mieszkam w Hiszpanii, dokładniej w Barcelonie. Chodzę na każdy mecz na Camp Nou i niekiedy na wyjazdy, kiedy mój chrzestny o to zadba. Tak, moim chrzestnym jest mega szycha. Tak, to Gerard Pique. Wiem, że mi nie uwierzysz, ale to nie koniec. Gram w drugiej drużynie FC Barcelony, wiem, że o mnie nie słyszałaś, ale to kwestia czasu. Formalnie już tam gram, ale swój debiut zaliczę po wakacjach.
Pewnie zastanawiasz się jakim sposobem tak dobrze mówię po Polsku, ale moja mama jest Polką i uczyła mnie tego języka od dziecka. To chyba wszystko co chciałem, abyś o mnie wiedziała...

Nogi mi się ugięły, nie wiedziałam co mam powiedzieć, ale wiedziałam, że muszę jakoś zareagować.

- Kłamiesz. - bez skrupułów powiedziałam mu prosto w twarz. - A nawet jeśli to po co mi o tym mówisz? Przecież obeszło by się bez tego.

- Jeszcze nigdy nie byłem tak poważny. Mówię Ci to bo chcę żebyś wiedziała, może dlatego, że mi się podobasz? Mamy takie same pasje, kochasz to samo co ja. Czego mogę chcieć więcej?

Łzy zaczęły napływać mi do oczu, nie wytrzymałam tego i pobiegłam na górę do swojego pokoju. Usiadłam na parapecie i zaczęłam wpatrywać się w krajobraz. Rodrigo poszedł za mną, usiadł koło mnie i próbował zatamować moje łzy.

- Wiem jak się czujesz, ale to powinna być dla Ciebie pozytywna wiadomość. W końcu piłkarz Twojej ulubionej drużyny właśnie wyznał Ci, że mu się podobasz, czego chcieć więcej? Hahaha.

Popatrzyłam mu prosto w oczy i powiedziałam:

"Pozytywna wiadomość? Żartujesz sobie! To spełnienie moich marzeń."

Przybliżyłam się do niego i z całej siły przytuliłam. Fakt, nie spełniły się moje wszystkie marzenia, ale jedno z nich na pewno. Teraz może być tylko lepiej. 
Wziął mnie na ręce (nie mam pojęcia jak on to zrobił, w końcu ważę tone!) i zaprowadził do swojego pokoju. Usiadłam na łóżku, a on powiedział, że ma dla mnie niespodziankę. 

- Już? Tak szybko? Przecież nie jesteśmy jeszcze małżeństwem żebyś dawał mi prezenty! - zażartowałam.

- Właśnie, jeszcze, ale to tylko kwestia czasu, więc co to za różnica czy dam Ci to dziś czy za kilka lat? 

Popatrzyłam się na niego ciekawskim wzrokiem i "walnęłam" się na jego łóżko, nie mogłam zebrać myśli to wszystko działo się tak szybko! 

- Zobacz, dla Ciebie mogę oddać wszystkie. - powiedział, a ja natychmiast podniosłam się z łóżka.

- O mamo, nie wierze, weź mnie uszczypnij czy coś. 

Stałam jak wryta, otworzył szafę w której 4/5 ubrań były to koszulki i bluzy FC Barcelony. Każda była inna, wiedziałam tylko, że będę miała w czym chodzić przez resztę wakacji! 

*W końcu poczułam co to szczęście, mam nadzieję, że szybko mnie nie opuści.* 

Ubrałam jedną z jego najnowszych koszulek, do tego krótkie jeansowe spodenki i czarne niskie converse. 


On co by nie ubrał wyglądałby zjawiskowo, nałożył na siebie wyjazdową koszulkę z numerem 7 ze swoim nazwiskiem. Prezentowaliśmy się naprawdę nieźle. 

Moi rodzice nie zawracają mi głowy zwiedzaniem, więc możemy być razem praktycznie cały czas. 
Wyszliśmy na plażę, chlapaliśmy się wodą, zachowywaliśmy się jak małe dzieci. 
W pewnym momencie zobaczyliśmy boisko do siatkówki i piłki nożnej, nie zastanawiając się dłużej wybraliśmy piłkarzy.  Mecz był całkiem zacięty, jak na mecz plażowej piłki nożnej. Koło ucha słyszałam tylko "też jak umiem"; "ja tak kręcę ludzi z Barcelony"; "i tak jestem lepszy". 
Ciekawiło mnie kiedy w końcu zobaczę jak gra mój książę z bajki. 

Wszystko było idealne, lecz zastanawiało mnie tylko jedno, co i z kim robi Kinga?

Szczęście jest tak bardzo blisko


środa, 1 stycznia 2014

Rozdział I


Zadzwonił ostatni dzwonek. Odebraliśmy świadectwa i wróciliśmy do domów. 
W końcu wakacje! Nareszcie jestem wolna -€“ pomyślałam. 
Szkoła  była dla mnie męczarnią, cały czas w głowie siedziały mi wakacyjne przygody, tęskniłam za tym beztroskim siedzeniem do późna i wspólnymi wypadami z paczką przyjaciół. No, ale w końcu nadszedł ten czas. W tym roku wraz z całą rodzinką mieliśmy wybrać się nad morze. W sumie czemu nie? Plaża, słońce, no i faceci, opaleni i młodzi faceci…  Ale myśl, że całe wakacje spędzę z rodzicami i młodszym bratem nie była jakaś zachęcająca. 
Na szczęście w pierwszym tygodniu wakacji zadzwoniła do mnie Kinga  i zaproponowała, że możemy się jakoś zorganizować i w końcu spotkać. - Znałyśmy się tylko przez internet, co prawda często rozmawiałyśmy przez telefon lub skype, ale to nie to samo co na żywo. - Pomysł mi się podobał, pozostała tylko kwestia przekonania rodziców, a to zwykle nie było łatwe.  Tym razem wiedziałam jednak, że nie odpuszczę.  Namawiałam ich przez kilka dni aż wreszcie się zgodzili. Załatwiłam ostatnie formalności związane z wyjazdem, sprawdziłam, o której mam pociąg, byłam tak podekscytowana! Zaczęłam się pakować, to chyba najgorsza część wakacyjnych wyjazdów. Wyrzuciłam ciuchy z szafy i dopadło mnie zakłopotanie. W co ja się ubiorę?!  Cóż, nie zastanawiając się długo, pojechałam do najbliższej galerii. Zrobiłam większe zakupy, kupiłam kilka ładnych sukienek, spodenki, koszulki, strój kąpielowy i kilka par nowych butów.  No i teraz będę wyglądać jak człowiek! Zrobiłam małe porządki w pokoju, poukładałam wszystko przed wyjazdem i położyłam się spać, w końcu jutro wielki dzień. 
Następnego dnia wstałam punktualnie o 7:00. Zjadłam śniadanie i zaczęłam się szykować.  Brat się niecierpliwił, bo zajęłam łazienkę na dobrą godzinę, no ale kobieta to kobieta. Włosy, makijaż, na to potrzeba czasu! Zabrałam swoje rzeczy i tata odwiózł mnie na dworzec. Pomógł mi z walizkami, a potem przypadkiem pomyliliśmy peron. Cała ja i moja zakręcona rodzinka.  Pociąg przyjechał z opóźnieniem, ale w sumie czego można się spodziewać po naszych kolejach? W końcu odjechałam. Droga dłużyła mi się niemiłosiernie. Czytałam książkę, potem słuchałam muzyki. Zasnęłam, a w słuchawkach dumnie brzmiało:
 „And I will try to fix you…”

***
Podczas snu poczułam, że ktoś szturcha mnie za ramię. Był to konduktor, który ze śmiechem powiedział, że ze mnie niezły śpioch i że właśnie dojechałam na miejsce. Natychmiast wstałam, lekko poprawiłam włosy wzięłam walizki i torebkę, serdecznie podziękowałam kierownikowi pociągu i wyszłam.
Pośród tłumu zobaczyłam blondynkę średniego wzrostu, która była ubrana w krótkie jeansowe spodenki i koszulkę jednej z drużyn siatkarskich. - To ona! - powiedziałam i szybkim tempem ruszyłam w jej stronę. Była odwrócona tyłem, więc mogłam ją zaskoczyć. Tuż za nią rzuciłam bagaże i wskoczyłam jej na plecy. Hahaha, jej mina była bezcenna! "Zeszłam" z przyjaciółki, a ona natychmiast mnie przytuliła.

- O mój Boże, jak ja Cię dawno nie widziałam, jak ty wyrosłaś - powiedziała ze śmiechem.

- Hahaha, już myślałam że nie wytrzymam tej temperatury w tym pociągu. Dobrze pooddychać czasem świeżym powietrzem. Idziemy? Jestem wykończona, te cztery godziny w pociągu pełnym ludzi to nie należały do najlepszych. 

- Jasne, a tak swoją drogą.. Nie miałaś więcej walizek?! Dawaj tu trochę i możemy iść! 

Po kilku minutach opuściłyśmy dworzec i poszłyśmy w stronę domu Kingi. Nie było daleko więc w mgnieniu oka byłyśmy na miejscu. Poukładałyśmy walizki przy ścianie, a ja, jak to ja bez pozwolenia walnęłam się na łóżko koleżanki. Po chwili zadzwonił do mnie tata:

- Jesteś już na miejscu? Mam dla Ciebie jedną wiadomość, a czy jest zła czy dobra, sama zdecydujesz 
- Tak już jestem w domu, o co chodzi?!
- Mieliśmy jechać nad morze za tydzień i Ty do tego czasu miałaś wrócić, jednak plany się pozmieniały, tzn..
- Oho, aż się boję
- Dostałem propozycje od znajomych, zapraszają nas tydzień wcześniej czyli jutro wieczorem jedziemy. Są dwie opcje, pierwsza jest taka, że wracasz jutro z rana albo nie jedziesz w ogóle.
- Chce jechać z wami i nie chce jutro wracać, ale czekaj mam pomysł. - uśmiechnęłam się w stronę lekko przestraszonej koleżanki - Możemy jechać we dwie? Ja i Kinga? 
- Ja nie mam nic przeciwko, przecież miejsca w aucie wystarczy.
- No to jak robimy, dzwonisz do jej rodziców i pytasz o pozwolenie? 
- Okej, niech Ci będzie, napisze później co i jak.
- Dzięki, do usłyszenia.

                 -Kinga, właśnie załatwiam nam wspaniałe wakacje, co o tym wszystkim myślisz? Plaża, słońce, siatkówka, chłopcy? - zapytałam marzącym głosem.

- Po pierwsze nie ma szans, nie mam się w co ubrać! Nie mam nic co mogłoby się nadać. A po drugie... sama nie wiem... - odpowiedziała niepewnie.

- Jeju, Ty znowu swoje. Poczekaj dostałam smsa.. "Kingi rodzice nie mają nic przeciwko, masz pieniądze, jedźcie na jakieś zakupy i jutro o 9:30 macie pociąg do domu" CZY TY TO SŁYSZAŁAŚ?! - zaczęłam skakać, piszczeć. To będą idealne wakacje.

- Ale nie chce Ci się narzucać, w sumie mogłabym sobie coś kupić, mam jakieś zaskórniaki, ale wiesz... - i w tym momencie złapałam ją za rękę, wzięłam torebkę i wyszłyśmy.

4 godziny w centrum handlowym. Padamy na twarz, z milionami toreb z zakupami weszłyśmy do domu, rozwaliłyśmy się na łóżku i zaczęłyśmy marzyć jakby to nie było fajnie poznać jakiejś nowej miłości. Mi marzył się hiszpański piłkarz, a jej przystojny siatkarz. Jakoś o godzinie 22:00 przypomniało nam się, że Kinga nie jest spakowana. Szał, zaczęłyśmy biegać po całym mieszkaniu. Całe szczęście przed północą skończyłyśmy. Położyłyśmy się lecz prawie nie zmrużyłyśmy oka. Rano łącznie 7 bagażów i 2 torebki zapakowałyśmy do pociągu i ruszyłyśmy. Na godzinę 15:00 byłyśmy u mnie w domu. Uporządkowałam swoje bagaże, wszystko co niepotrzebne wyciągnęłam. Zapakowaliśmy się do samochodu i o godzinie 23 wyjechaliśmy. - Mój tato uwielbia jeździć nocami!

***
Po 8 godzinnej podróży byliśmy na miejscu. Przyjaciele moich rodziców byli na prawdę nadziani. Dom jak z marzenia, położony zaraz przy plaży!


Zaprowadzili nas do pokoi i kazali się rozgościć. Nasz pokój był największy, nic dziwnego, w końcu dwie rozkapryszone nastolatki. 
Rozwaliłyśmy wszystkie ciuchy po pokoju, ogarnęłyśmy wygląd i z dumą powiedziałyśmy "idziemy wyrywać dupeczki". Kiedy Kinga poprawiała włosy, a ja chciałam sprawdzić na co mamy widok z okna. Był tam wieeeeeeelki ogród, w którym pełno było kwiatów i drzewek - coś pięknego, nagle zobaczyłam, że ścieżką spaceruje wysoki chłopak. Miał ciemną karnacje, brązowe włosy. 

- Ej, zamawiam!!! - krzyknęłam od razu, żeby później nie było nieporozumień.

- Ale co? Kogo? - zapytała.

- Sama zobacz....

- Mmmm całkiem niezły! Ale dość wysoka liga z tego co widać, sorry ale wiesz co jest.

- Oj zamknij się, ciekawe czy mieszka w tym domu, czy może pracuje... dobra później obczaję jego życiorys. Lecimy się przejść na plażę? - zapytałam.
-
 Nie mam nic przeciwko!

Spacerowałyśmy do samego wieczoru, a ja, ja miałam w myślach tylko tego przystojniaka. Kto wie, może to właśnie on będzie moją wakacyjną miłością? 

niedziela, 24 listopada 2013

Prolog



Nikt nie podejrzewał, że to marzenie kiedyś się spełni. 
Ale ja wiedziałam, zawsze wiedziałam, że wszystko jest możliwe.
Wierzyłam w to moje, piękne, choć dla niektórych nierealne marzenie.
...
Teraz wiem, że wiara potrafi czynić cuda.



Opowiadanie oparte na marzeniach.


Bohaterowie

Główna bohaterka - Anna, zwykła 15-latka z Polski. Wysoka, szczupła brunetka z brązowymi, dużymi oczami. Futbol jest na pierwszym miejscu w jej życiu. Uwielbia oglądać i grać w piłkę nożną, mimo tego, że nie wychodzi jej to za dobrze. Jej ulubionymi drużynami są FC Barcelona, Arsenal Londyn i Borussia Dortmund. Pragnie spędzić  wakacje w Hiszpanii. Chce tam zamieszkać i założyć rodzinę. Żyje nadzieją. Nadzieją, że kiedyś spełnią się jej marzenia.



Rodrigo, Hiszpan, lat 17. Przystojny, wysportowany, wysoki, brązowe ciemne włosy. Mieszka w Barcelonie, na wakacje przyjeżdża nad Polskie morze do dziadków. Wierny Cule, jest na każdym meczu FC Barcelony. Poszukuje swojej wielkiej miłości, z którą mógłby chodzić na mecze ulubionej drużyny. Sam gra w piłkę w młodszej drużynie. Uczęszcza do La Masii, jego chrzestnym jest sam Gerard Pique, który pomaga mu w realizacji marzeń. 



Kinga, przyjaciółka Anny. Jest z tego samego roku, co koleżanka. Jest wysoka, ma blond włosy i zielono-brązowe oczy. Pasjonuje się piłką nożną i siatkówką. 




Leo, kuzyn Rodrigo. Lat 17, wysoki brunet z piwnymi oczami. Gra w siatkówkę plażową i okazyjnie w piłkę nożną. Uczęszcza do szkoły sportowej w swojej rodzinnej miejscowości w Hiszpanii. Przyjechał do Polski z kuzynem, aby zapomnieć o swojej byłej miłości.




Postacie drugoplanowe:
  • rodzice i brat Anny
  • rodzina Rodrigo i jego znajomi 
  • nauczyciele La Masii
  • piłkarze FC Barcelony
  • osoby przechodnie