czwartek, 2 stycznia 2014

Rozdział II

Spacer po brzegu plaży był świetnym lekarstwem na odstresowanie. Dzięki temu zapomniałam o wszystkich
problemach, które spotkały mnie w byłej szkoły. Rozmyślałam o przyszłości, myślałam czy kiedyś
spełni się moje marzenie, czy wyjadę do Barcelony, czy poznam któregoś z piłkarzy osobiście, gdy nagle...dostałam w głowę piłką do siatkówki. 
Idealne rozpoczęcie wakacji! - zaśmiałam się i oddałam piłkę plażowym "siatkarzom".

- Czy to go widziałaś? - zapytała przyjaciółka, o której całkowicie zapomniałam.

- Co? Ja? Kogo? Przepraszam, rozmarzyłam się. O którego chodzi?

- Ten wysoki co teraz przyjmuje piłkę, ten w granatowych szortach, widzisz? 

- Ma całkiem niezły kaloryfer, hahaha ciekawe jak ma na imię, weź idź zagadaj! - namawiałam Kingę.

- Czy Ty zwariowałaś? - zapytała.

- No co?! Miłość od pierwszego wejrzenia, hehe.

- Dobra, koniec. Może będzie lepsza okazja żeby go poznać, idziemy? 

Spojrzałam na nią i bez odpowiedzi ruszyłyśmy w kierunku villi, w między czasie wpadłyśmy do pobliskiej pizzerii i zjadłyśmy kolację. Moi rodzice mnie zadziwiali, zero telefonów kontrolnych, zero smsów, zupełnie nic! Czas udowodnić im, że jestem bardziej odpowiedzialna niż im się wydaje!

***
Następnego ranka obudził nas szum fal, nie ukrywam, był to dość przyjemny sposób pobudki. Była godzina 8:30, a my nie mogłyśmy zasnąć. Zebrałyśmy się z łóżek, przebrałyśmy się i poszłyśmy na poranny spacer po okolicy. Jak na miasto w Polsce było przepięknie. Niebiesko-różowe niebo, szum fal, mały ruch na ulicy, żyć nie umierać! 


W samo południe wróciłyśmy do domu. Na stole w jadalni była kartka od właścicieli "Rodrigo / Leo powiadom, proszę gości, że jesteśmy w pracy. Zróbcie jakieś śniadanie, tylko bez wygłupów!"

Popatrzyłam na przyjaciółkę - Czyli mój przystojniaczek to albo Rodrigo albo Leo, Jezu, patrz jak Hiszpańsko! - radośnie powiedziałam.

- Ty się lepiej skup na tym, że ich jest dwóch! Nas też, przypadek? - zapytała.

- Nie sądzę! Hahaha, Ej a może my zrobimy to śniadanie? - zaproponowałam.

- Co umiesz robić?

- Spaghetti robię idealne! 

- Makaron z sosem na śniadanie? Myślisz, że to dobry pomysł? - zapytała i zmierzyła mnie
swoim zabójczym wzrokiem.

- To osoby z wyższej półki, oni tak jedzą. A poza tym, już prawie pora obiadu. - uzasadniłam swój wybór i przekonałam przyjaciółkę. 

- W takim razie, szukamy składników. - oznajmiła i udała się na przegląd szuflad w kuchni.

Po 40 minutach, gdy kończyłam sos, dostałam smsa od taty, że właśnie wchodzą do muzeum morskich zwierząt, czyli kiedy my byłyśmy na spacerze oni wstali, zjedli i poszli zwiedzać...

-Ej, coś mi sie wydaje, że to śniadanie zjemy we czwórkę. - powiedziałam.

- Jak to? Ja, Ty i kto? 

- I my - w drzwiach do kuchni stało dwóch przystojniaków, ten z ogrodu i ten.. który spodobał się Kindze na plaży! Lepiej być nie mogło. 

Przedstawiliśmy się sobie, okazało się, że wysoki brunet, który spacerował po ogrodzie nazywał się Rodrigo Martinez, Leo był jego kuzynem i miał takie samo nazwisko. 
Byli bardzo uprzejmi, ponieważ zaoferowali nam pomoc przy śniadaniu. 
Kinga i Leo nakrywali do stołu, a ja i Rodrigo nakładaliśmy danie na talerze. 


To zwykłe śniadanie, zamieniło się w kilkugodzinne posiedzenie przy stole, kiedy miałam już zamiar zbierać 
naczynia, padło pytanie, którego się spodziewałam.

- Czekaj, czekaj, kto robił to spaghetti? - zapytał Leo.

- A co, nie smakowało Ci? - odpowiedziała mu wrednie Kinga.

- No wręcz przeciwnie, hahaha wyluzuj! 

- Znacie się kilka godzin, a już zachowujecie się jak stare małżeństwo. - Spojrzałam na nich i kontynuowałam. - Ja to zrobiłam, więc ja to posprzątam.

- Jesteś pewna, że to Ty robiłaś? Nie kupiłaś tego w żadnej restauracji i nie przyniosłaś do domu?! - zapytał zdziwiony Rodrigo.

- Hahaha, śmieszny jesteś? No pewnie, że sama. - odpowiedziałam.

- Proszę państwa, znalazłem swoją przyszłą żonę! - powiedział  zadowolony.

Myślałam, że serce mi wyskoczy, on na pewno żartował, w końcu żaden ze mnie kucharz.
Ale cóż stałam jak wryta, a oni nie wiedzieli co się stało, więc to była świetna okazja, aby zmienić temat. 

- A ten, macie jakieś zainteresowania? - zapytał Leo.

- Kto ich nie ma? - odgryzała się Kinga. 

Opowiedziałyśmy im o swoich pasjach, w moim przypadku była to piłka nożna i zamiłowanie do 
FC Barcelony, Leo spojrzał na Rodrigo i powiedział cichym głosem.

- Kinia porywam Cię, idziemy na spacer, zostawmy ich samych. 

- Ale dlaczego? Co się stało? - zapytałam, ale oni bez słowa wyszli. - Możesz mi wyjaśnić to zachowanie? 

- Chodzi o to, że... - jąkał się, wstał z miejsca i podszedł do okna.

- ŻE?! - nie dawałam mu chwili spokoju.

- Powiedziałaś, że kochasz FC Barcelone, Hiszpanie, futbol...

- No tak, bo tak jest, do czego zmierzasz? 

- Nic o mnie jeszcze nie wiesz, ale proszę nie przerywaj mi to pewnie będzie dla Ciebie szok, ale słuchaj uważnie. 

- Słucham. 

- Mam 17 lat mieszkam w Hiszpanii, dokładniej w Barcelonie. Chodzę na każdy mecz na Camp Nou i niekiedy na wyjazdy, kiedy mój chrzestny o to zadba. Tak, moim chrzestnym jest mega szycha. Tak, to Gerard Pique. Wiem, że mi nie uwierzysz, ale to nie koniec. Gram w drugiej drużynie FC Barcelony, wiem, że o mnie nie słyszałaś, ale to kwestia czasu. Formalnie już tam gram, ale swój debiut zaliczę po wakacjach.
Pewnie zastanawiasz się jakim sposobem tak dobrze mówię po Polsku, ale moja mama jest Polką i uczyła mnie tego języka od dziecka. To chyba wszystko co chciałem, abyś o mnie wiedziała...

Nogi mi się ugięły, nie wiedziałam co mam powiedzieć, ale wiedziałam, że muszę jakoś zareagować.

- Kłamiesz. - bez skrupułów powiedziałam mu prosto w twarz. - A nawet jeśli to po co mi o tym mówisz? Przecież obeszło by się bez tego.

- Jeszcze nigdy nie byłem tak poważny. Mówię Ci to bo chcę żebyś wiedziała, może dlatego, że mi się podobasz? Mamy takie same pasje, kochasz to samo co ja. Czego mogę chcieć więcej?

Łzy zaczęły napływać mi do oczu, nie wytrzymałam tego i pobiegłam na górę do swojego pokoju. Usiadłam na parapecie i zaczęłam wpatrywać się w krajobraz. Rodrigo poszedł za mną, usiadł koło mnie i próbował zatamować moje łzy.

- Wiem jak się czujesz, ale to powinna być dla Ciebie pozytywna wiadomość. W końcu piłkarz Twojej ulubionej drużyny właśnie wyznał Ci, że mu się podobasz, czego chcieć więcej? Hahaha.

Popatrzyłam mu prosto w oczy i powiedziałam:

"Pozytywna wiadomość? Żartujesz sobie! To spełnienie moich marzeń."

Przybliżyłam się do niego i z całej siły przytuliłam. Fakt, nie spełniły się moje wszystkie marzenia, ale jedno z nich na pewno. Teraz może być tylko lepiej. 
Wziął mnie na ręce (nie mam pojęcia jak on to zrobił, w końcu ważę tone!) i zaprowadził do swojego pokoju. Usiadłam na łóżku, a on powiedział, że ma dla mnie niespodziankę. 

- Już? Tak szybko? Przecież nie jesteśmy jeszcze małżeństwem żebyś dawał mi prezenty! - zażartowałam.

- Właśnie, jeszcze, ale to tylko kwestia czasu, więc co to za różnica czy dam Ci to dziś czy za kilka lat? 

Popatrzyłam się na niego ciekawskim wzrokiem i "walnęłam" się na jego łóżko, nie mogłam zebrać myśli to wszystko działo się tak szybko! 

- Zobacz, dla Ciebie mogę oddać wszystkie. - powiedział, a ja natychmiast podniosłam się z łóżka.

- O mamo, nie wierze, weź mnie uszczypnij czy coś. 

Stałam jak wryta, otworzył szafę w której 4/5 ubrań były to koszulki i bluzy FC Barcelony. Każda była inna, wiedziałam tylko, że będę miała w czym chodzić przez resztę wakacji! 

*W końcu poczułam co to szczęście, mam nadzieję, że szybko mnie nie opuści.* 

Ubrałam jedną z jego najnowszych koszulek, do tego krótkie jeansowe spodenki i czarne niskie converse. 


On co by nie ubrał wyglądałby zjawiskowo, nałożył na siebie wyjazdową koszulkę z numerem 7 ze swoim nazwiskiem. Prezentowaliśmy się naprawdę nieźle. 

Moi rodzice nie zawracają mi głowy zwiedzaniem, więc możemy być razem praktycznie cały czas. 
Wyszliśmy na plażę, chlapaliśmy się wodą, zachowywaliśmy się jak małe dzieci. 
W pewnym momencie zobaczyliśmy boisko do siatkówki i piłki nożnej, nie zastanawiając się dłużej wybraliśmy piłkarzy.  Mecz był całkiem zacięty, jak na mecz plażowej piłki nożnej. Koło ucha słyszałam tylko "też jak umiem"; "ja tak kręcę ludzi z Barcelony"; "i tak jestem lepszy". 
Ciekawiło mnie kiedy w końcu zobaczę jak gra mój książę z bajki. 

Wszystko było idealne, lecz zastanawiało mnie tylko jedno, co i z kim robi Kinga?

Szczęście jest tak bardzo blisko


4 komentarze:

  1. Nie no uwielbiam twojego bloga ! <33

    Opo cudowne *.*

    OdpowiedzUsuń
  2. Jaki świetny blog ! *-*
    Dopiero go znalazłam i powiem Ci, że będę tu zaglądać częściej :)
    Jeżeli możesz to informuj mnie o nowościach tutaj : http://ask.fm/loveblaugrana

    OdpowiedzUsuń
  3. boski! <3 czekam na następny :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie no *.* świetny,, cudowny, super, nie mam słów po prostu :3 cieszę się, że tak szybko dodałaś rozdział i z niecierpliwością czekam na kolejny :*

    OdpowiedzUsuń